The Demon Inside. Rozdział 18

 

Michael nie spieszył się z jedzeniem swojego deseru. Wiedział że Matt spokojnie śpi w domu i że nie wypada go budzić. Postanowił nacieszyć się słoneczną pogodą i swoim „wolnym” dniem.

Przez ostatni czas na głowie chłopaka było sporo. Dlatego aż tak delektował się smakiem ciasta i aromatem kawy. I ten spokój oraz harmonia wokoło…

Życie. Jak u normalnego człowieka a nie wilkołaka wmieszanego w klątwy i czarną magie.

Michael upił kolejny łyk kawy i na chwilę zawiesił wzrok na niezbyt zatłoczonej ulicy. Pogoda naprawde dopisywała, aż żal siedzieć w domu i patrzeć jak Matt odpoczywa.

Chłopak wyjął telefon i napisał kilka smsów.

O 11 wyszedł z kawiarni. Nie spieszył się, kierując swoje kroki w stronę lasu.

Zmierzał w stronę chaty Michaela Thomasa. Napisał też sms do Jamiego żeby wpadł, lecz ten nie odpisał… Czyżby nadal był zły?

Michael spalił fajkę i gdy zbliżał się do polany z zawaliskiem gdzie mieszka Moose, już dostrzegł chłopaka na ścieżce. Bez koszulki, w krótkich spodenkach, ten delektował się chłodzonym piwem i papierosem.

Ach, te ciepłe dni na Pandemonium…

Jest taki raz na pół roku, a gdy już nadchodzi każdy wykorzystuje go na maksa.

- Alkohol od rana? Wczoraj za mało wypiłeś? – zadrwił Michael. Moose zauważył go i uśmiechnął sie.

- Nie zabronisz mi… Jak Matt się trzyma?

Przyjaciele podali sobie dłonie i spoczęli razem na stercie śmieci. Stare opony, beczki… Wystrój podwórka Moose’a.

Michael Padget zabrał kumplowi butelkę, upił łyk i odpowiedział na pytanie.

- Śpi, ale zdychał… Nie dziwie mu sie po tym co wczoraj zrobił – odparł, czując w ustach podpalany aromat Budweisera.

- Może Matt nie powinien pić? Ze względu na swoją… przypadłość – Moose zrobił rękami cudzysłów, mówiąc ostatnie słowo.

- Przecież to Matt! Jego nic nie zabije, a zwłaszcza piwo – Michael powiedział te słowa, jakby znał swojego brata jak nikt inny. I… tak było.

Pośmiali się chwilę. Rozmowę przerwał telefon który Moose odebrał, odstawiwszy przedtem butelkę na ziemię.

- Halo? – spytał, po czym w słuchawce dało się słyszeć kobiecy głos.

- Aaa, wpadniemy, wpadniemy… Jakoś tak pogoda działa że nikomu sie nie chce w domu siedzieć. Dobra, zaraz jesteśmy.

Po dość krótkiej rozmowie Moose rzekł „Jenna nas zaprasza. Chodź. I chce wiedzieć co z Mattem”.

Dwaj Micheal’e ruszyli leśną dróżką. Jeszcze przez jakiś czas wspominali wczorajszą aferę u Jamiego, potem Padge próbował dowiedzieć się jak to jest naprawde między Moosem a Jenną lecz rozmowa spełzła na niczym.

- Mówie ci, nic między nami nie ma. Jak ona mnie do siebie nie dopuszcza to co mam zrobić?! – Kiedy wychodzili na polanę na której stał mały domek czarownicy, Michaela zaczęły nieco frustrować dopytywania przyjaciela.

- Starać sie bardziej… Przecież kiedyś było lepiej między wami – mruknął Padge.

- Było i sie wypaliło… A jak ona nie chce to ja też już nie mam siły… – Gdy Moose powiedział te słowa, wchodzili akurat na podwórko zarośnięte gdzieniegdzie kwiatami. A Padge nie wierzył własnym uszom…

To zabrzmiało jakby Michael sie poddał całkowicie! Ale, nie, przecież Michael Thomas taki nie jest…

- Blefujesz? – Chciał się upewnić.

- Nie! Próbowałem i nie wyszło. Po co drążyć temat, Michael!

Instynktownie chłopak wyczuł że lepiej nie przeciągać struny. Moose i tak był już poddenerwowany. Więc towarzyszyła im cisza kiedy czekali aż niebieskowłosa pojawi się w drzwiach.

Jak zwykle, dziewczyna wyglądała jak gotka i była pełna energii.

- Cześć, właśnie robie obiad, wejdźcie – powiedziała na prędce, szybkim ruchem otwierając drzwi.

Chłopcy weszli. Michael Padget rozglądał się po chacie. Po raz kolejny intrygowało go skąd ta dziewczyna bierze te wszystkie ozdoby.

Świeczniki na półeczkach, figurki, obrazki na ścianach… pełno tego tam było, że aż przepychem można by to nazwać.

Moose usiadł na kanapie, Michael dołączył do niego po chwili.

- Michael, sytuacja z Mattem uspokojona? – usłyszeli z kuchni.

Spojrzeli na siebie, nie wiedząc który ma odpowiedzieć. Padge uśmiechnął się pod nosem.

- Śpi, nic nie odwalał, przynajmniej od ostatniego razu – odparł głośniej.

- Dobrze wiedzieć… – Odpowiedziała, po czym dało sie słyszeć brzdęk jakiegoś metalu i  „Cholera jasna!”.

Obaj przyjaciele lekko sie uśmiechnęli.

- Wiem że jest szalona… Inna… Może niech za gotowanie sie nie bierze?

Moose na słowa przyjaciele tylko zachichotał.

- Powiedziałem jej to kiedyś to skończyłem z raną od oparzenia…  Wiedźmie nie można kłamać, bo od razu to wyczuje…

- I prawdy powiedzieć też nie – zaśmiał się Padge.

Po chwili ciszy Moose zapytał „To Jamie dalej obrażony?”.

- Chciałem żeby sie z nami spotkał to nawet nie odpisał… Niech sie wkurza na Matta, nie na nas.

- Wiesz… Zwykle starszy brat ponosi odpowiedzialność za to co młodszy nawywija na imprezach.

- Nigdy nie lubiłem tej teorii – Padge zrobił facepalm. Przed nimi stanęła nagle Jenna.

- Słuchajcie, nie posiedze z wami niestety, moge was tylko zupą poczęstować. Siostra dzisiaj przyjeżdża i chce ją ugościć tak wiecie, obiad zrobić, potem je wyspę pokazać…

Jenna wypluła te słowa z prędkością karabinu maszynowego.

Michael Padget myślał tylko o jednym… siostra?

- Nie wiedziałem że masz rodzeństwo, Jenna…

- Ani ja – wtrącił Moose, jakby nie wiedział wszystkiego o swojej dziewczynie… byłej…przyszłej, obecnej?

- Dajcie spokój, nawet ja jako dziecko nie wiedziałam że ją mam. Ale jakoś mnie odnalazła, z pomocą czarów… Wiecie że jestem sierotą? – Jenna zdecydowała usiąść na chwilę na eleganckim fotelu w stylu vintage.

- Tak, cieszę sie że nie miałem teściów… – Padge telepatycznie usłyszał te słowa i tylko z lekka strzelił kumpla dłonią w twarz. Obaj zachichotali, uspokajając sie po chwili.

- Tak, Jenna, wiemy… I co  dalej? – zapytał Michael Padget.

- To że odkąd sie znalazłyśmy… tak jakoś, czujemy sie za siebie odpowiedzialne nawzajem… Nie zrozumiecie tego, to jest niewytłumaczalna więź.

- Myśle że ja z Mattem mam podobnie. Życie bym za niego oddał najpewniej – rzekł Padge, gdy Jenna skończyła mówić.

- Monica mieszka w mieście, w…normalnym świecie. Żyje jak normalna kobieta, ma prace, marzenia o rodzinie… Rzadko tu wpada, dlatego tak bardzo mi zależy żeby ten dzień był idealny.

Chłopcy pokiwali głowami, nie wiedząc za bardzo jak to skomentować.

Kiedy nastała cisza, w pomieszczeniu pojawił się nagle dziwny aromat.

Padge pociągnął nosem.

- Coś sie pali? – mruknał Moose.

- Jezu, zupa! – Jenna zerwała się na równe nogi.

Przyjaciele rechotali, wiedząc już że ich przypuszczenia sie potwierdziły.

Wiedźmy raczej nie powinny być kucharkami.

- Ej, może do mnie pójdziemy? – zapytał Moose, słysząc jak Jenna w kuchni pokasłuje i otwiera oba okna znajdujące sie w pomieszczeniu.

- Możemy iść. Nie będziemy jej przeszkadzać – rzekł Michael, wstając z kanapy.

- Mam jeszcze troche piwa, fajnie będzie…

Przyjaciele zostawili Jenne rzucając szybkie „Cześć” i znów zanurzyli się w niebezpieczne lasy Pandemonium.

Jenak, przy tej pogodzie nikt by nawet nie pomyślał jakie bestie mogą czaić się w tym miejscu.

U Moose’a zasiedzieli się do wieczora. W starym składowisku broni śmierdziało wszystkim co najgorsze, lecz to nie o to chodzi. W towarzystwie Moose’a Michael mógłby chlać nawet w odmętach piekieł.

Gdy na betonowej podłodze walały się z 6 butelek po Budweiserze, a Padge powoli zasypiał na obdartej kanapie, która była jednocześnie łóżkiem Moose’a, na dworze zaczęło robić się ciemno.

A samemu chodzić po wyspie nocą, nawet będąc wilkołakiem… nie warto, jeśli życie komuś miłe.

Było pewnie koło godziny 19, kiedy Michael opuścił tą śmierdzącą meline. Moose zapewne poszedł spać, nic innego robić nie był w stanie.

Michael potrzebował niecałych 30 minut aby dojść do ich domku pośród drzew. Gdy zbliżał się do schodów, przystanął nagle.

Drzwi które wczoraj naprawiał leżały wyrwane z zawiasów w krzakach.

Chłopak otrzeźwiał momentalnie. Szybko, gubiąc oddech wbiegł na górę.

Już wiedział, co się stało. Salon wyglądał jakby przeszedł przez niego huragan. Meble znów powywracane, książki z półek leżały na podlodze, kanapa jakimś cudem leżała na wyrandzie…

Michael odsapnął, czując że a noc będzie długa…

Zajrzał do pokoju Matta. Tak jak przypuszczał.

Łóżko było puste.

 

 

-

 

2 myśli nt. „The Demon Inside. Rozdział 18”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>