Nánésse Wákyn, 12 – To ONA

Koniec – czy chcemy, czy też nie, jest to jedna z najbardziej pewnych rzeczy na tym naszym świecie. Czasem jest to coś pozytywnego, a czasem nie, jednakże – zawsze niesie ze sobą jakieś zmiany. Szkoła, egzaminy, ostatnie powtórzenia… Ostatni raz zaglądałam do książek; nie byłam zbyt dobrze przygotowana, ale trzeba było odhaczyć ten rok. Raczej nie zapowiadało się jednak, bym miała oblać, aż tak źle nie było – w końcu w ostatnim miesiącu wzięłam się nieco bardziej do pracy.

To miało być już na następny dzień. Arioko, Kariske i ja uczyłyśmy się zajadając orzechami. Kariske dziwnie na nas spoglądała, przy czym koniecznie musiała podzielić się swoimi spostrzeżeniami.
- Wiecie, że teoretycznie to facet homoseksualny, może być homoromantyczny, a zarazem heteroromantyczny? Może być też bi. Albo biromantyczny?
- Nie rozumiem – odparła wyrwana z zamyśleń Arioko.
- Czytałam w internecie na ten temat, takie różne fora i tym podobne, aby rozpoznać temat.
Podniosłam na moment wzrok znad książki. To była prawda, czasem facet homo może zakochać się w kobiecie, może z tym walczyć… Również o tym czytałam. Arioko jednak raczej o tym nie czytała.
- Wybacz, Kariske, ale o czym ty chrzanisz? – rzuciła znudzona wywracając oczyma. – Chodzi ci o Yor’a? To gej i on nie zamierza nic zmieniać.
- Jeszcze zobaczymy – oznajmiła, wychodząc do innego pomieszczenia.

Następnego dnia znów nie skupiałam się na egzaminie, choć miał być już lada moment. Nie mogłam jednak się po prostu skupić, raz ta dziwna, świerzbocząca myśl o dziwnych smugach i głosach, a dwa Yor. Próbowałam wybić sobie z głowy jakiekolwiek myśli na jego temat.
- To GEJ, idiotko – powtarzałam w myślach.
Usiedliśmy wszyscy w wielkiej sali.

Pierwsze egzaminy poszły mi dość sprawnie, nie było zawiłych pytań. Na krótko przed końcem czasu, wyszłam z sali. Była przerwa, a ja ze spokojem opuściłam pomieszczenie i przemierzałam korytarz. Wyprostowałam ramiona, czułam się wolna. Podnisołam głowę wysoko w górę, aż spostrzegłam na piętrze Yor’a stojącego z Kariską.

- Wiem, że to głupie, ale podobasz mi się – mówiła. – A skoro szukasz dziewczyny, to… może byśmy spróbowali?
- To by się nie udało – oznajmił zdziwiony i zasmucony jednocześnie.
- Ale czasem tak jest, że…
- Kariske… – wyrwał się spod jej uścisku, jak oparzony. – Interesują mnie faceci, nie zmienię tego! Przykro mi. Nawet, gdybym chciał…
Odszedł, zostawiając ją samą. Oparłam się o ścianę. Ja też nie miałam żadnych szans… Chwila, przecież ja nie chciałam mieć tych szans nigdy. Byłam zła na siebie za głupie myśli.

Po przerwie usiadłam znów na swoim miejscu, wtedy spostrzegłam, że wśród pilnujących była także ta Camille Fantasma. Kobieta ta wywoływała u mnie dziwny niepokój… Znów poczułam przeszywający ból, tym razem w uchu. Podniosłam wzrok – patrzyła na mnie surowym wzrokiem. Zupełnie, jakby… chciała zadać mi ból… „Nie, co ja myślę… ” – skarciłam się w myślach i rozpoczęłam egzamin.

Dostaliśmy temat grzybów. Przypomniało mi się, jak na zajęciach przyrodniczych mówili o zjawiskach halucynacji. Byłam pod straszną presją czasu, wtedy mnie natchnęło. Czasem w sytuacjach stresowych lepiej się myśli. „A gdyby w tej sali wszyscy dostali środek halucynogenny, mogłoby dojść do jakiejś masowej wizji… Chwila, a może z tego powodu zakończyli wcześniej imprezy? Bo sami nauczyciele mieli wizje dziwnych zjaw i potworów… Wtedy ktoś mógłby spokojnie ukraść coś, na przykład podmienić testy za pieniądze…” Byłam w szoku, to ta Fantasma musiała podkładać nam środki halucynogenne! A może… Jest wiedźmą? W nerwach zaznaczałam byle które odpowiedzi, musiałam czym prędzej wyjść stamtąd i komuś to zgłosić.

Wstałam od stołu i położyłam swoją kartę. Opuściłam czym prędzej pomieszczenie.
- Pani Monestas! – zawołałam, kiedy tylko znalazłam się na zewnątrz. Jakież było moje szczęście na jej widok. – Muszę coś pani powiedzieć!
- O cóżesz chodzi? – spytała, odwracając się.
- Pani Fantasma… Ona… Ona jest winna podkładania testów! Za pieniądze to robi… Albo… to może być większy szok… Ona wywołuje u mnie dziwne stany… Może jest…
Czułam, jak coraz bardziej płonie mi głowa. Wtedy spojrzałam w oczy tej kobiety – takie zimne i nieprzejednane – i wiedziałam już – to nie Fantasma była winna, to Monestas…

Wtedy zemdlałam; upadając wiedziałam, że to ona za tym stoi, patrzyła tak na mnie… Ocknęłam się w skrzydle szpitalnym.
-Zemdlałaś – poinformowali mnie.
- Tak..? – rzuciłam cicho, próbując sobie coś przypomnieć.
- Czy w ostatnim czasie miałaś jakieś dziwne objawy typu słyszenie świstów, głosów i tym podobnych? – spytała powoli lekarka.
- Tak… – szepnęłam.
Skąd ona wiedziała? Może ona też… Wiedziałam już, jaka byłam głupia… Zaufałam im, a oni wszyscy w tym siedzieli… Wtem ona oznajmiła:
- To objawy powikłań przeziębienia ucha środkowego.
- Co?
- Mogło się skończyć gorzej, takie rzeczy trzeba wcześniej leczyć.
Czyli to było tylko ucho? Wielka tajemnica głosów i świstów została wyjaśniona… A smugi? Grupka uczniów podkradała środki halucynogenne i wypuszczała je w klimatyzacji…
Dziwnie się poczułam.

- Wiesz już? – spytał mnie Yor, kiedy przyszedł mnie odwiedzić.
- Tak, to nie były zjawiska paranormalne żadne… – podałam, nie patrząc na niego. – Czy…
- Czy co?
- Masz mnie za wariatkę? – spytałam cicho, chowając twarz w dłoniach. – Czy wszyscy wiedzą?
Popatrzył zdziwiony.
- Przecież ja też w to uwierzyłem. Jestem więc nie mniej szalony od ciebie – zaśmiał się.
Uśmiechnęłam się.

Mój najlepszy przyjaciel… Czy mogłam tak go nazywać? Czułam przecież, że tak właśnie jest… Patrzył na mnie takim dziwnym wzrokiem, opiekuńczym. Czułam, jakby chciał mi coś powiedzieć. Ta rozmowa się jednak nie odbyła. Chyba, że w mojej głowie, bo tam powinna na zawsze pozostać. Zdałam sobie sprawę, jakie głupoty robiłam, robiąc sobie podświadome nadzieje. Ale tak dobrze nam się rozmawiało, tak się rozumieliśmy… Natury ludzkiej nie da się jednak odmienić. To był jednak już zupełny koniec, czas było zacząć wszystko od nowa.

 Lavender LVR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>