Nánésse Wákyn, 11 – Co się ze mną dzieje..?

Jedną z ważniejszych i ciekawszych zabaw w Mortlune było przelewanie miodu pod koniec roku. Charakteryzuje się ono nalewaniem go na deskę i w ten sposób otrzymujemy przepowiednię na następny rok.

Szkoła została elegancko przystrojona specjalnie na tę okazję, a pracownicy wnosili do szkoły wielkie dzbany.
- Patrzcie, ile miodu! Wow! Szalona zabawa! – Zachwycała się Veronice z Sarre i Naulette.
- Dziękuję wam bardzo za pomoc, moi drodzy – podziękowała nauczycielka od sztuki, zajmująca się organizacją tego. – Bez was, uczniów, nie udałoby się wszystko tak ładnie.
Zależało jej na tym, gdyż odchodziła do pracy w innej szkole i chciała w ten sposób pożegnać się z nami przy miłej zabawie. Miałam zaangażować się w tę akcję, w końcu nawet ją lubiłam, lecz ostatnimi czasy coś nie dawało mi znowuż spokoju.

Wieczorna zabawa w mniejszym gronie wydawała mi się być świetnym (a przynajmniej lepszym) sposobem na rozluźnienie. Ustawiliśmy się w kolejce, śmiechom nie było końca, choć akurat moje nastawienie było, delikatnie mówiąc, średnie.
- Słyszeliście, że podobno zabawa ta wywodzi się jednak spoza archipelagu? – rzuciła mądrzącym się tonem Sannene.
- Dla ciebie wszystko ma początek poza archipelagiem – odwarknęła Martine. – Nie mogę cię już słuchać.
- Pf! – prychnęła. – Nie mówiłam akurat o tym, o czym myślisz.
- Nie kłóćcie się! – żachnęła z poirytowaniem Kariske. – Aż uszy bolą!
Cała reszta nie przejmowała się jej uwagami.
- Coś dziwacznego, hehe – zaśmiewała się Sarre, oglądając, jak jej miód rozpływa się we wszystkie strony świata. Nadeszła w końcu i moja kolej.

Niby nic takiego, ale kiedy wierzy się w moc wróżb, człowiek podchodzi do wszystkiego inaczej. Po wylaniu przyjrzałam się dokładniej. Rozlany kształt był dla mnie trudny do zinterpretowania. Jakby… gwiazda? Albo motocykl. Niby nic zaskakującego… Czego objawieniem mogło być jednak coś takiego? Zdecydowałam się nie myśleć i ruszyłam do zabawy.

Kariske starała się przebywać cały czas tuż obok Yor’a. Zaczęłam być nawet nieco zazdrosna o mojego przyjaciela, gdyż ostatnimi czasy mogłam stale spędzać czas w jego towarzystwie, a teraz zostawałam sama. Niby trzymałam się też z Arioko, ale ona dużo uwagi poświęcała też i swoim innym znajomym, z którymi nie potrafiłam rozmawiać. Odłączałam się więc od tej grupy, spędzając czas samotnie, co przekładało się na mój nastrój. Chciałam z kimś porozmawiać lecz tak trudno jest się odezwać, kiedy żadne tematy nie przychodzą do głowy… Winą są również moje braki w edukacji, lecz po co stale zrzucać winę na wszystko. Rany, jak ciężko jest panować nad sobą…

- Rany, ten kujon tu idzie – rzucił ktoś za mną, co wybudziło mnie z zamyśleń.
- Raz weźmiesz od takiego korepetycje i się nie odczepi, rany – zawyła Veronica. – Ewakuacja!
Popatrzyłam na swoje odbicie w szybie. Może ja również powinnam skorzystać z korepetycji? Może to by w końcu pomogło… Potrząsnęłam głową i spuściłam ją w dół – ze smutną miną udałam się do pokoju. Tam płakałam przez długi czas. Miałam przyjaciela, ktoś wreszcie poświęcił mi uwagę, a teraz przez Kariskę znowu będę sama… Łzy same napływały do oczu, zamieniając się w końcu w głośne szlochanie. Tak bardzo nie chciałam znów poczuć się niepotrzebna…

Zanim moje współlokatorki wróciły, zdążyłam zasnąć. Następnego dnia czułam się dość dziwnie; ogrom wstydu przesłaniał moje myśli, zawsze płakałam, kiedy ludzie odsuwali się ode mnie. Tylko czy Yor naprawdę się odsunął? On tylko rozmawiał z Kariską. Idąc powoli korytarzem na zajęcia, spotkałam go akurat spacerującego. Miał zamyśloną minę, a na mój widok zmarszczył brwi. Coś go trapiło.
„Chyba nie zauważył mojego wczorajszego zachowania?” – przemknęło mi przez myśl. To byłaby katastrofa… Przyjaciel jednak miał inne zmartwienie, popatrzył na mnie smutno i poszliśmy się przejść.

- Powiem ci szczerze, że już od dawna o nim nie myślę – powiedział z nutą żalu, kiedy spacerowaliśmy wolnym krokiem. – Namiętność to nie jest wszystko, przecież czułość i takie sprawy też się liczą, chyba nawet bardziej. Ważniejsze jest, aby razem cudownie spędzać czas, aby czuć takie… porozumienie. Rozumiesz, co mam na myśli?
- Tak, jasne…
- Faceci nie mają uczuć, chyba przerzucę się na dziewczyny… – rzucił rozżalony.
Ruszyłam mimowolnie głową, mając przed oczyma Kariske, po czym rzuciłam cicho do siebie.
- Jedna chętna by się nawet znalazła…
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Nanny, ja…
- Nie mówię o sobie, geniuszu – zaśmiałam się poirytowanie zmieszana. – Co ty myślałeś? Jedna z moich koleżanek mówiła, że podobasz jej się.

Była to prawda, choć jego podejrzenie wywołało moją irytację. Nie lubiłam być posądzana o coś, co nie było prawdą. Yor westchnął tylko na to.
- Jakże cudownie by było zostać tak po prostu hetero… O ile łatwiejsze by było wtedy moje życie…
Ja również westchnęłam ze smutkiem.
- Życie to nie koncert życzeń, chłopie, ja też bym wolała być zdrową ekstrawertyczka, a nie jestem…

Szliśmy korytarzem, kiedy nagle dosłyszałam coś dziwnego. Jakby… głosy?
- Słyszałeś? – spytałam zaskoczona. – Powiedz, że słyszałeś…
- Niby co?
- Czyli nie? – zmartwiłam się mocno. – Muszę iść…
Oddaliłam się pośpiesznie, choć miałam przebłyski myśli, że mogło mi się to wydawać…

Nie poszłam na zajęcia, jakoś uleciało ze mnie całe życie. Następnego dnia również nie, kolejnego to samo.
- Niedługo koniec, co ty wyprawiasz? – zapytała w końcu Arioko, siadając na brzegu mojego łóżka.
- Jestem chora – rzuciłam na odczepnego, przybierając zbolałą minę.
- Może chciałabyś porozmawiać? – spytała miło, na co ja odwarknęłam.
- Nie, dziękuję.
- Jak chcesz… – poruszyła ostentacyjnie rękoma i wyszła.
Zrobiło mi się głupio i przeprosiłam ja natychmiast, choć niesmak tego mojego zachowania pozostał.

Wieczorem udałam się na spacer, gdzie napatoczył się na mnie Yor.
- Nie chodzisz na zajęcia – rzucił.
- Kilka razy nie byłam, wielkie mi halo.
- Coś jest z tobą nie tak – oznajmił stanowczo. – To przez tą księgę, powinnaś ją wyrzucić.
- I za to właśnie tak cię lubię – oznajmiłam, niewiele myśląc.
- Miło mi – odparł nieco wybity z tropu. – Ale za co?
- Za to, że nie mówisz mi, co muszę zrobić, tylko EWENTUALNIE sugerujesz. A sugestii, w żadnym razie nie muszę brać pod uwagę. Konfliktu międzyludzkiego więc nie ma.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nanny, coś się dzieje z tobą nie tak, nie widzisz tego?
Westchnęłam poirytowana.
- Niby co jest nie tak? Ja zawsze taka byłam, tylko może ty tego nie zauważałeś.
Nagle poczułam przypływ dziwnych emocji i pocałowałam go. Tym razem spojrzał na mnie jak na zupełną wariatkę. Zorientowałam się, jaką głupotę zrobiłam.
- To po przyjacielsku, żeby było jasne – rzuciłam, odchodząc pośpiesznie.

Byłam mocno zaskoczona swoim zachowaniem, było mi wstyd i naprawdę nie rozumiałam, czemu to zrobiłam – on mi się naprawdę nie podobał z wyglądu. Tylko czy na pewno..?

Lavender LVR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>