Nánésse Wákyn, 10 – Powrót nocy umysłu

„Nie jest przecież obecnie żadną tajemnicą, że składamy się ze światła. I jako fale świetlne,  wchodzimy w przeróżne interakcje, rezonans ze zwykłym światłem, i o to w ten sposób je „odczuwamy”, także kolorystycznie…” : nauczyciel tłumaczył nam zasady świata funkcjonujące w świecie kolorów. W ostatnim czasie bywałam częściej na zajęciach, bardziej wsłuchiwałam się w słowa nauczycieli, co zaczęło przekładać się na oceny. Włosy zaczęłam mieć uczesane, ubranie schludne, nawet lekki makijaż na oczach. To naprawdę zaskakujące i fascynujące, jak nastawienie potrafi wpłynąć na wygląd naszego dnia codziennego.

Tymczasem szykowała się kolejna impreza ściągnięta z dalszych rejonów. Wszędzie panował mrok i atmosfera czarów… Święto czarów rządzi się bowiem swoimi prawami.
- Kolejne żałosne, zgapione święto z prymitywnych zachowań świata poza Escursione – podała oschle Sannene, nawiązując do zbliżającej się zabawy.
- To nie prawda – zaprotestowała Arioko. – Ich święto, Halloween, wywodzi się albo od czci bóstwa śmierci i ciemności Samhain, albo od jakiegoś innego czorta… W każdym razie, podobno, to właśnie Samhain należał wcześniej do mitologii Mortlune… Podobno…
Sannene prychnęła z pogardą, dając do zrozumienia, że nie wierzy w to.
- Właśnie – dołączył się ktoś inny kiwając głową, po czym dodał jednak. – Ale tak, czy siak, to głupota.

Każdy poszedł w swoją stronę, gdyż nie było możliwości, aby się dogadali. Mnie niepokoiło jednak coś innego, coś, co od dawna nie dawało już o sobie znaku… Atmosfera mroku wzmogła to jednak.
- Idziemy na tą szkolną imprezę, czy może zrobimy coś swojego? – rzuciła do mnie i Kariski Arioko, kiedy zmierzałyśmy korytarzem na stołówkę. Poczułam, jak zaschło mi w gardle.
- Idźcie, dogonię was – rzuciłam.
Podeszłam do stoiska z napojami, potrzebując chwili samotności. „Weź się w garść” – powtarzałam do siebie. Zgniotłam w ręku plastikowy kubek, wyżywając się na nim. Wtem nagle zauważyłam dwóch chłopaków całujących się dyskretnie w kącie. Przyjrzałam się – jednym z nich był Yor. Nie chcąc ich podglądać, postanowiłam oddalić się lecz w tym momencie pożegnali się i wpadł wprost na mnie.
- On jest… cudowny! – zachwycił się, niewiele myśląc.
- Wspaniale, że wreszcie kogoś sobie znalazłeś – stwierdziłam z uśmiechem.

Szliśmy korytarzem, a Yor w tym swoim długim, czarnym płaszczu z kołnierzem, gestykulował ekspresyjnie opowiadając o swym ukochanym.
- Wiesz, jak ja pragnąłem tych wszystkich czułości… To nie związek jeszcze… Na razie faza… flirtu. Ale pracuję nad tym.
- Cieszę się – odparłam szczerze.
Oboje zaczęliśmy mieć dobry czas. Tak… Pragnęłam jednak, aby obecne święto tego nie zepsuło.

Kiedy wieczorem weszłam do swojego pokoju i zostałam całkiem sama, wyciągnęłam księgę cieni spode łóżka. Tak dawno ją kupiłam… Spojrzałam na kalendarz. „Już tyle czasu minęło?” Mrok odszedł z mej duszy, jednak ten obecny okres znów mnie nieco napawał nieswoim nastrojem. Dziwne wydarzenia powracały niczym senne mary – teraz to wszystko wydawało się być jednak rzeczywiście tylko pomyłkami umysłu. To przecież nie było możliwe, by to wszystko było prawdą…

Zabawa odbyła się tradycyjnie – spotkanie na wielkiej sali.
- Jak zwykle, przy takiej grupie nie można było zorganizować nic fajnego – naburmuszyła się Sarre.
- Nie przesadzaj – zaczęli ją krytykować ludzie.
Ja bawiłam się nawet dobrze lecz dyskoteka została przerwana.
- Proszę wrócić do sektorów – usłyszeliśmy nagle.
- Musi być coś nie tak… – rzekłam.
- Dla ciebie, to zawsze jest coś nie tak… – odrzuciła niezadowolona Kariske.
- A co ciebie ugryzło? Czyżby znowu Deneyno? – Arioko była też nieco zirytowana ciągłym niesympatycznym zachowaniem koleżanki.
Tak, jak nakazali, wróciliśmy do pokoi, jednakże nikt nie miał wesołej miny.
- Czy oni chcą coś przed nami ukryć? – oburzali się ludzie. – Znowu nas wypraszają wcześniej?

Następnego dnia, siedzieliśmy wszyscy nad pracą o mrocznych zjawiskach.
- Mój przygłupi wielbiciel przegonił mi wszystkich facetów… – narzekała Kariske ze smutkiem. – Jestem beznadziejna chyba…
- Mówiłem, że nie jesteś – zaprotestował pocieszająco Yor. – Trzeba tylko ci znaleźć kogoś… odpowiedniego. Odpocznij, zrobię ci masaż, jeśli chcesz.
Kariske ze śmiechem pokiwała głową.
- Geje to najlepsi przyjaciele na świecie!
Przytaknęłam.

Kiedy siedziałyśmy same w pokoju z książkami, Kariske odchrząknęła w dość dziwny sposób.
- O co chodzi? – spytałam, domyślając się, że to do mnie.
- Czy uważasz, że jeśli podoba ci się ktoś… niewłaściwy… To ma to jakiekolwiek szanse?
- Zależy, w jaki sposób niewłaściwy?
- Podoba mi się Yor.
Chwila konsternacji.
- Ale on jest gejem – rzuciłam zdziwiona.
- Wiem, ale… Zapomnij o tym, to nie ma szans, wiem… – machnęła ręką i niemal natychmiast wyszła do swojego pokoju.

Byłam dość zaskoczona ta informacją. Chociaż właściwie, był przecież bardzo przystojny. Nie w moim typie, ale obiektywnie stwierdzając, rysy twarzy miał klasyczne. Mroczne, choć odrobinę delikatne, ale nie przesłodzone. Taki typowy, ładny gej. Biedna Kariske – miał jednak już swój obiekt westchnień, a ona nigdy nie miała szans, by zaistnieć w jego życiu.

Odłożyłam książkę na stolik i wstałam. Spojrzałam w lustro – od kilku dni czułam się znowu coraz dziwniej, lękliwie…

Lavender LVR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>